sobota, 10 stycznia 2015

Zachłyśnięcie - cichy zabójca dzieci.

Był poranek...Godzina 9.00
Jak co dzień Michaś obudził mnie buziakiem, po czym zaprowadziłam go do taty na bajkę.
Wróciłam do Adasia, ponieważ też budził się na jedzenie.
Przebrałam go, nakarmiłam i za jakiś czas znowu sobie zasnął, przeniosłam go do wózeczka, aby mieć go na oku w razie czego.
Poszłam gotować zupę, nie wiedząc, że ta zupa uratuje mu życie...



Mąż szykował się w tym czasie do wyjścia z domu, miał załatwić jakieś sprawy, lecz stwierdził, że jak ugotowałam zupę i będę dawać ją Michasiowi to on też zostanie i zje.
Postawiłam wózek 2 metry dalej od nas z myślą, że Adaś sobie pośpi, czasem tylko się porusza i znowu śpi, nawet nie zaglądając do niego wiedziałam, że tak ma, że musi się powiercić.
Usiadłam na łóżku z Michasiem i dawałam mu zupkę.
Mąż usiadł przy stole koło Adasia.
Zobaczył, że Adaś się poruszył, więc pomyślał, że da mu smoczka, bo czasem mu wypada z buźki.
Zaczął mówić:
-"Zobacz on się dusi!"
Zerwałam się z tego łózka, stawiając miskę na komodzie, podbiegłam do nich i widzę jak Adaś jest cały czerwony, oczy ma wielkie, z buzi leci piana i wystaje język i jest sztywny!
Złapałam go szybko opukując po plecach na przemian do góry i w dół główką...
Widząc, że to nic nie daję, zaczęłam krzyczeć, żeby mąż pobiegł po sąsiadkę która jest pielęgniarką.
Gdy przybiegła razem próbowałyśmy go odkrztusić.
Nawet nie wiecie co czułam widząc go, że na wszystko co robię aby go ratować on nie reaguję, opadałam z sił...
W końcu sąsiadka kazała mi odessać aspiratorkiem wydzielinę z nosa i z ust, wtedy Adaś zaczął oddychać...
W pewnym momencie nie miałam siły odsysać, widząc, że on nie może oddychać.
Gdy zaczął, opadł sam z sił,był ospały i zasnął w moich ramionach.
Ja cały czas wsłuchiwałam się czy aby na pewno oddycha, aż do momentu przyjazdu karetki...

To było straszne!
Łzy lały mi się po policzkach, tak strasznie się o niego bałam. Byłam przerażona.
Jak tylko pomyśle o tym, co by było gdyby mąż wyszedł z domu, a ja nie zajrzałabym do niego do wózka z myślą, że się ruszył troszkę tylko i śpi...Udusiłby się...
Dziękuję Bogu że ugotowałam tą zupę i on ją chciał zjeść, bo dzięki niej uratował mu życie...
Adaś tak się zachłysnął, że zdrętwiał i nie mógł się ruszyć!
Tego widoku chyba nigdy nie zapomnę..

Stan jego był już dobry, gdy przyjechała karetka, która zabrała nas do szpitala na badania.
Z badań wyszło, że jest wszystko w normie, zlecono nam usg przez ciemiączkowe, usg brzuszka.
I obserwację, czy nie kaszle i nie ma gorączki, ponieważ po zachłyśnięciu może rozwinąć się zapalenie płuc.

Z usg główki wyszło wszystko w normie, lecz z Usg brzuszka wyszło, że ma lekkie zwężenie odźwiernika, które jeżeli będzie się pogłębiać trzeba będzie zoperować. :(
Adaś na razie nie ma typowych objawów pogarszania się i powiększania zwężenia tego odźwiernika, więc mamy zalecone badanie kolejne za 3 tygodnie w celu  sprawdzenia czy stoi w miejscu czy się powiększa.

"Przerostowe zwężenie odźwiernika – jest to wrodzone zaburzenie rozwojowe polegające na różnego stopnia zwężeniu odźwiernika, prowadzącym nierzadko do całkowitej niedrożności. Istotą zaburzenia jest wrodzona nieprawidłowość strukturalna mięśniówki gładkiej odźwiernika. Czyli wada wrodzona."

 Mam tylko taką nadzieję, że nie będzie się to dalej rozwijało i nie będzie konieczności operacji.
Adaś jest taki malutki, a już ma za sobą takie przeżycia,a my wraz z nim.
Teraz jeszcze ta obawa o zapalenie płuc, niby jest w porządku, nawet dziś byliśmy na osłuchaniu go, ale nadal ma być pod obserwacją.

Moją na pewno. Pierwszej nocy prawie nie spałam, bałam się, że się to powtórzy.
Tak bardzo się o niego boję. Teraz czy ja czy maż non stop musimy na niego patrzeć.
Każdy jego ruch czy nawet ziewnięcie powoduje,  że wstrzymujemy oddech...

Mam nadzieję, że nasz przypadek opowiedziany tu przez mnie, będzie przestrogą dla  innych mam, aby za każdym razem zajrzeć do maluszka jak się tylko poruszy...















10 komentarzy:

  1. Szczerze Wam współczuję tego co przezyliscie. Oby to był pierwszy i ostatni raz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wierze jak bardzo sie wystraszyliscie. Ja doskonale wiem co czulas, gdy Mikolaj sie tak dusil kaszlem, ze caly sinial :( bardzo, ale bardzo wspolczuje tego nieprzyjemnego zdarzenia. Ja nauczylam sie, ze gdy dziecko mi sie dusi I nie mkze wziac oddechu to trzyma sie je w pozycji pionowej, wychodzi sie na powietrze I lekko puka w klatke piersiowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyobrażam sobie, jak bardzo byłaś przerażona. Moja Hania jak się zakrztusiła na swoim roczku, to też byłam szalenie przerażona i pamiętam wszystko do dziś. Teraz bardzo uważam co je, ile wkłada jedzonka do buzi- jestem strasznie przewrażliwiona.

    OdpowiedzUsuń
  4. O Matulko!!! Czytałam i nie dowierzałam, a łzy same płynęły mi do oczu ... Sama mam dwie małe córeczki, więc doskonale wiem co czujecie. Bardzo Wam współczuję, aż brak mi słów... Najważniejsze, że cała sytuacja zakończyła się dobrze, ale mimo wszystko strach pozostaje. Życzę Wam z całego serduszka, aby taka sytuacja się już nie powtórzyła, a podejrzenia lekarzy się nie sprawdziły.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zazdroszczę przeżyć. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Mnie tak przestraszyła położna na szkole rodzenia, że póki nie kupiłam niani z kamerką miałam Filipa cały czas przy sobie. Cały dzień był w kołysce w salonie, a jak szliśmy spać, to zabieraliśmy go ze sobą do łóżka. Do tej pory w razie czego mam podgląd na jego pokój. Z Zosią mam to samo, albo jest przy mnie, albo muszę ją widzieć.

    OdpowiedzUsuń
  6. dobrze że wszystko skończyło się jak się skończyło :) dzielna jesteś dobrze że nie spanikowałaś

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że tak się potoczyło. Życzę zdrowia

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj straszne przeżycie i jestem w stanie sobie wyobrazić jak chciałaś ze wszystkich sił ratować Adasia, bo przeżyłam historię z zachłyśnięciem, aczkolwiek nie tak dramatyczną :( Serce mi wtedy pękło. Najważniejsze, że wszystko dobrze :* Dużo zdrowia! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. straszna historia:( najważniejsze, że dobrze się skończyła!

    OdpowiedzUsuń
  10. masakra :( życzę Wam żeby to już się nie powtórzyło

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)